Wojciech Jóźwiak .PL

Title img Fizycy i inżynierowie kodu

Między tymi dwoma ścisłymi zawodami, oboma dla skrajnych mózgowców, jest przepaść: fizycy kontaktują się z gołą rzeczywistością, programiści z tym, co zrobione.

Lub prościej: fizycy i programiści. Między tymi dwoma ścisłymi zawodami, oboma dla skrajnych mózgowców, jest przepaść. Jaka? Taka, że fizycy kontaktują się z gołą rzeczywistością. Nieoswojoną, dziką, zaskakującą, taką-jaka-jest. Pracują w styku-kontakcie z Lacanowskim realnym.

Programiści kontaktują się z bytem zasadniczo odmiennym: z mnogością reguł, konstrukcji, czy figur logicznych, lub mówiąc prosto: algorytmów, które w 100% zostały stworzone przez ludzi, zbiorowym wysiłkiem może nie aż Ludzkości, ale społeczności informatyków, programistów i inżynierów kodu, z udziałem matematyków, którzy dbają, żeby tamtym ich systemy nie zawaliły się z powodu wewnętrznych sprzeczności. Wszystko czym się zajmują, pracuje na procesorach zbudowanych z półprzewodników, które chociaż działają zgodnie z prawami fizyki (elektromagnetyzmu, kwantów i teorii kryształów), to jednak są takim fragmentem rzeczywistości-natury, który został pracowicie wydłubany z pokładów możliwości tejże natury pod tym właśnie kątem, żeby w miarę mało kłopotliwie czyli bezbłędnie (lub raczej mało-błędnie) realizował logikę dwuwartościową: tak/nie, jest/nie ma, białe/czarne. Półprzewodniki i ich aglomeracje: procesory właśnie dlatego tak zostały pokochane przez Ludzkość, że realizują logikę dwuwartościową. Zachowują się po booleowsku.

Znakomita większość świata, przyrody, materii – tego co rozbierają fizycy – tak się nie zachowuje. Booleowskość czyli dwuwartościowość jest raczej rzadkim wyjątkiem, osobliwością. Ale ludzie ją lubią, podobnie jak lubią temperaturę około 23 stopni, brak wilgoci zawieszonej w powietrzu lub kapiącej, i jak jest widno (a nie ciemno).

Fizyka jest więc zorientowana na naturę, nature-oriented, podczas gdy inżynieria kodu jest zorientowana na ludzki wytwór, human-producture-oriented – jak byłoby po angielsku, gdyby w tamtym nieskończonym języku istniało słowo producture. (Ale możemy to słowo zaprowadzić. „Produktura” – w przeciwieństwie do „natury”, czyli tego, co zostało urodzone, sci. w procesach przyrody – to to, co zostało wyprodukowane, przez ludzi. Dlaczego nie stare dobro słowo „kultura”? Nie, bo raz, zbyt wieloznacznym się stało, a także normatywnym, dwa znaczy „to, co zadbane, koło czego trzeba chodzić w kółko”, po łacinie colere, które to słowo jest etymologicznym bliźnięciem naszego słowiańskiego „koło”, „w koło”. „Produktura” bardziej trafia w środek.)

Informatyka, inżynieria kodu, jest zorientowana na produkturę, nie naturę. Pracuje więc z matriksem, czyli z tą kulturowo-produkturową i wyobrażeniową osłoną, watą, a właściwiej wywatką, którą ludzkość otoczyła się i odizolowała od natury i nieustannie-perpetualnie odizolowuje się i ucieka od Lacanowskiego realnego.

U fizyków, tzn. w obrębie tego, co owi robią, w obrębie ich przygody, możliwe jest stanięcie czołem w czoło czyli konfrontacja z Realnym. Przypomnijmy sobie Roentgena z fotografią kości dłoni żony, lub Curie ze świecącym roztworem radu. U inżynierów kodu jest to tak niemożliwe, jak spotkanie boa na biegunie. Kodowe zaskoczenia mogą pochodzić tylko stąd, że oto konfrontują się z nieznanym, a możliwe, że wrogim, produktem innego inżyniera kodu. (Hakera, np.)

Fizycy pracują z acheiropoieta, bytami nie-ludzką-ręką zrobionymi. Medium programistów jest zrobione (ludzką ręką) jak najbardziej.

Do jakiej puenty zmierzam? Do takiej, że w dawniejszych czasach zdolna młodzież ścisła szła do fizyki.* Teraz ta sama kategoria idzie do programowania. Dawniej ci o najwyższym IQ szli zmagać się z zagadkami obiektywnego świata. Teraz ci z najwyższym IQ idą rozwiązywać kolejne puzle, jakie podsuwa im infosfera, intensywnie rozbudowywana warstwa produktury.

Dawniej nalepsi pracowali z tym, co najbardziej obiektywne. Ich dzisiejsi koledzy, przeciwnie: dalej robią to, co zrobione.


* Mnie też tam kiedyś wciągnęło, chociaż przeceniłem swoje IQ. :)


Beksiński 1976
Zdzisław Beksiński, Płaszcz. 1976. Muzeum w Sanoku. Fot. WJ


Komentarze:

  • 2022-09-21 Mechlinski.pawel: Idealizm w natarciu
    Myślę, że w takim toku rozumowania, jakkolwiek nie można mu odmówić elegancji, tkwi w kilka błędów:

    Po pierwsze, porównywane tutaj są dwie dziedziny, z których jedna jest stosowana, a druga teoretyczna. Tak samo można by mówić, że fizyka teoretyczna jest inna niż inżynieria mostów, w której żadne systemy półprzewodnikowe nie występują, a jednak oczekuje się, że wynik będzie jednoznaczny: most spełnia swoją funkcję. Zaryzykuję stwierdzenie, że każda dziedzina inżynieryjna pasuje do przedstawionego przez Ciebie opisu równie dobrze ("pracowanie na tym, co (z)robione", "oddzielanie człowieka od Realnego").

    Druga sprawa: sam fakt, że computer science opiera się pierwotnie na zerach i jedynkach nie wystarcza wg mnie, żeby stwierdzić, że cała dziedzina jest deterministyczna - to błąd zasady anerystycznej taki sam, jak stwierdzenie, że fizyczny świat jest uporządkowany, bo liczba atomów (cząstek elementarnych etc.), z których się składa jest skończona. Systemy o wysokiej złożoności wykazują cechy emergentne i systemy komputerowe nie odbiegają w tym wypadku od systemów naturalnych. Samo biokognitywne wyposażenie ludzi powoduje, że nie jest możliwe pojmowanie ekstremalnie złożonych współczesnych systemów komputerowych jako bytów de facto deterministycznych, co potwierdzi każdy doświadczony sysadmin.

    Inne kontrprzykłady:
    - To matematyk/informatyk Benedykt Mandelbrot zainicjował badania nad geometrią fraktalną, która była w ogóle jedną z dziedzin otwierających możliwość opisu chaotycznej rzeczywistości w języku matematyki.
    - Dodatkowe elementy niedeterministyczne wynikają z takich czynników jak wpływ promienowania kosmicznego (SEU/SEE), niedeterministyczne błędy podczas runtime etc. Systemy komputerowe ciągle wchodzą w interakcję i są narażone na stochastyczne czynniki świata zewnętrznego, tak samo jak wszystkie inne systemy inżynieryjne: gdyby tak nie było to observability czy chaos engineering nie byłyby tak prężnie rozwijającymi się obecnie dziedzinami stosowanej inżynierii systemów.
    - Powszechne użycie logiki rozmytej w systemach kontroli (systemy rozproszone) i sztucznej inteligencji (sieci neuronowe). Sieć neuronowa nie daje zerojedynkowego wyniku kot-nieKot, tylko np. 78% kota na zdjęciu. Czy w takim razie sieci neuronowe nie są już "kochane przez Ludzkość"?

    Nie zgadzam się w ogóle z założeniem, że kultura w założeniu stoi w opozycji do natury, bo przyjęcie takiego aksjomatu moim zdaniem prowadzi do dualistycznego, niemożliwego do pogodzenia konfliktu pomiędzy prymitywizmem a technokracją. Raczej skłaniałbym się patrzeć na kulturę jako na przedłużenie i rozwinięcie procesów naturalnych, tak samo jak naturalna jest skłonność istot żywych do kształtowania swojego otoczenia w kierunku bardziej stabilnego i korzystnego dla nich samych. Procesy stochastyczne w systemach informatycznych tylko potwierdzają tezę, że jakiekolwiek odizolowanie od natury jest co najwyżej (imperialistycznym) konstruktem kulturowym.
  • 2022-10-04 Roman Kam: Od zawsze towarzyszyło mi podejrzenie...
    ... że nie da się odizolować kultury od natury, że nie ma możliwości wyrwania kultury ze świata, że po prostu, najzwyczajniej w świecie, kultura jest częścią natury, że do niej należy. Konstatacje i bunty wpisane są w schemat. Taki pogląd ma rzecz jasna swoje konsekwencje, dlatego jest raczej niepopularny. Oto człowiek traci swoją wyjątkowość i nadal siedzi na drzewie. Dobrze to czy źle? Chciałoby się powiedzieć, a h.. go wie! Rym częstochowski, jak i brzydkie się wyrażanie, są jednak zbyt obciachowe. Ani dobrze, ani źle. Jest tylko jedna rzeczywistość, jedna realność i milion jej opisów. Kultura w kontrze do natury czyni człowieka samotnym, lecz w istocie sądzę, że ten sztuczny rozdźwięk służy tylko usprawiedliwianiu człowieczego poczucie wyobcowania z natury. A prawdziwą przyczyną owego poczucia wyobcowania jest... (jak łatwo się domyślić), niebotyczna pycha tego gatunku. Gdy pchasz się na świecznik, a brak ci ku temu zdolności i kwalifikacji, zapłacisz nerwicą. Chciałbyś wszystko mieć pod kontrolą, a tu d...a. Widzisz, że wszystko psujesz, więc karmisz się nadzieją, że mimo gołym okiem widocznych efektów, ta droga ma sens i koniec końców poznasz i ogarniesz wszystko. Wejdziesz do krainy Bogów. Tymczasem w krąg, jak okiem sięgnąć ocean megalomanii szarpany neurotycznymi paroksyzmami. Tak to panie widzę, jako człowiek bez odpowiedniego przygotowania, na rybkę, z daru obserwacji.
Wojciech Jóźwiak 2024