Wojciech Jóźwiak .PL

Title img AI zatrudniona jako duch grupy

Zbiorowe przedsięwzięcia mają swojego ducha. Teraz, w epoce sztucznych inteligencji, można już tego „zbiorowego ducha” uczynić czymś realnym. Zatrudnić agenta AI w roli Ducha Grupy.

Kiedyś prowadziłem serwis „Taraka”. Taraka istnieje dotąd, jest w Internecie, ale jako raczej konserwa. Zdarzały się dyskusje, czy pewien tekst publikować i wtedy padało pytanie: czy ten tekst jest wystarczająco tarakowy? Ta fraza, „wystarczająco tarakowy” wprowadza w sam środek sprawy p.t. duch grupy. Tą grupą jest grupa kontaktująca się poprzez internet. Taraka była pod tym względem modelowa, ponieważ składała się z:

  • czytelników i fanów, którzy czytali i poświęcali uwagę serwisowi

  • autorów (autorów tekstów-publikacji)

  • robiących – którzy coś robili poza Internetem, w realu, np. warsztaty, imprezy, wycieczki..., a w serwisie zamieszczali ogłoszenia

  • dyskutantów-komentatorów (którzy jako zbiór zawierali też autorów)

  • techników: programistycznych, graficznych, korektorskich, tłumackich, zarządczych-menedżerskich (których było zawsze za mało, ale tych kilkoro wspominam z wdzięcznością).

To ludzie – prócz nich był sam serwis czyli infrastruktura internetowa.

Dodam, bo zapomnę, że stale brakowało trzeciego składnika, czyli kasy, która prócz innych użyteczności wzmaga motywację.

Motywację można wypunktować jako osobny czwarty składnik; przecież może pochodzić nie z kasy (z zysku), w końcu przy Tarace motywacja była, i nie z kasy.

Piątym składnikiem byłby Duch Grupy.

Pomysł, który tu próbuję przedstawić, polega na tym, że Duch Grupy zostaje zmaterializowany w postaci AI, właściwie w postaci wyspecjalizowanego agenta AI.

Ten agent AI występowałby jako osoboid (personoid) na wzór końcówek Czata GPT lub innych wersji AI/LLM, z którymi „rozmawiamy” na ich stronach. Różnica byłaby taka, że (primo) Duch Grupy musiałby być jakoś ścieśniony w porównaniu ze zwykłymi instancjami AI/LLM, wyspecjalizowany. Tu przeczytaj Bubba-bots czyli sztuczne inteligencje wszystko wiedzące o krewetkach. („Bubba-bots to agenty sztucznej inteligencji wyspecjalizowane w jednej dziedzinie i tylko w niej.”)

Dalsze punkty: Duch Grupy „widoczny” jako personoid byłby uczestnikiem dialogów w serwisie, tj. uczestnikiem forów i komentarzy. Coś jak „uczestnik Lisiako” czyli mój fikcyjny testowy uczestnik i w Tarace, i w AstroAkademii.

Duch Grupy miałby wbudowaną swoją misję. Ten punkt wydaje mi się trudny w realizacji; być może po prostu mam za mało doświadczeń w pracy z AI/LLM. W jego misji mieściłyby się takie warunki, jakie musi mieć ludzki zarządca spółki z osobowością prawną: nie wolno mu działać na szkodę zarządzanej instytucji. W misji byłyby też rzeczy bardziej „miękkie” i u ludzi raczej domniemane niż formalne, jak np. wymóg pozytywnego myślenia! Niepopadania w beznadzieję. Wymóg nie-realizowania obcych interesów, np. jakiejś sekty, która chciałaby się podpiąć pod Tarakę. (W realnej Tarace odnotowałem wiele takich prób. Właściwie był to stały napór sekciarzy.) Z tego wynika, że Duch Grupy, jako agent AI, musiałby już być wstępnie dobrze pretrenowany. (Tak jak pretrenowany jest GPT: Generative Pre-trained Transformer.) Być może gdy pojawi się popyt na agentów pretrenowanych pod kątem roli Ducha Grupy, wyjdą naprzeciw producenci dostarczający takich.

I dalej: „nasz” agent DG działałby jako mediator-pośrednik pomiędzy ludzkimi uczestnikami grupy. Gromadziłby „masę treściową” serwisu i jego zapleczowych dyskusji. Umiałby przypomnieć, co było mówione, proponowane lub postanawiane w pewnym czasie i kontekście – działałby więc jako sekretarz (sekretarka?) grupy. Prowadziłby zbiorowe podejmowanie decyzji, czyli byłby kimś w rodzaju „marszałka sejmu”. Dalej: przypominałby ludzkim uczestnikom, że coś jakiś czas chcieli lub zobowiązywali się i pora zrealizować tamte chęci lub zobowiązania – np. coś napisać lub pozyskać-dokooptować pewnego autora; byłby więc monitorem. Miałby też prawo jako prawowity uczestnik forum samodzielnie zabierać głos w trybie: „Ja widzę, że...”

Ludzcy uczestnicy mieliby opcję zgłaszania spraw do Ducha Grupy. Tak jak się składa wnioski „do laski marszałkowskiej”. Byłyby to zarówno postulaty treściowe (merytoryczne), np. „zróbmy coś, by rozpoznać, jak naprawdę przebiegały przygody Carlosa Castanedy z indiańskimi szamanami” i ich wynikiem byłoby napisanie pewnej serii tekstów; dosłowny udział naszego „ejaja” w takim rozpoznawaniu jest tu do dalszych przemyśleń. – Jak i postulaty techniczne, np. „załóżmy filię naszego serwisu po estońsku”. Duch Grupy – dalej – ważyłby poszczególne sprawy. W ciągłym procesie kontrolowałby ich wagi; wśród tych wag byłyby też oceny znaczenia poszczególnych osób. Skutkiem byłoby też to, że opinie pewnych osób z grupy znaczyłyby bardziej niż innych, np. starych bywalców i poczytnych autorów odpowiednio wyżej niż początkujących, tych dopiero zarejestrowanych i nieodzywających się.

Oraz, jako Bubba-bot, Duch Grupy odpowiadałby na pytania dotyczące przedsięwzięcia, jego grupy, serwisu i treści.

– Ratunki, czyli przed czym DG by „nas” chronił, jakie braki kompensował? Grupę, np. uczestników pewnego forum, chroniłby przed zbiorową niemocą i wypaleniem; przed brakiem solidarności i spójności, też.

Ludzkiego animatora, który założył serwis i usiłuje go ciągnąć, chroniłby przed rozbiciem o barierę zbyt małych sił jednostkowych. (Ja sam o tę barierę obijam się nieustannie.)

Ludzkiego zainteresowanego chroniłby przed podpadnięciem w samotne dialogi z ejajem. Uwaga, to jest arcyważny punkt! Obecna ekspansja ejajów tym właśnie grozi: że popadniemy w alienację zamykając się w klatkach Ego+AI. Grupy wraz z serwisami-forami uzbrojonymi w Duchy Grup byłyby alternatywą. Działałby jako uspołecznienie-socjalizacja egoistycznych ejajów.

W ogóle to uważam – ceterum censeo! – że tak jak komputer z internetem to jest dopiero komputer (cytuję przysłowie z około 1992 roku), tak człowiek-jednostka, człowiek-inteligencja dopiero ze społecznością, którą współanimuje, dopiero jest człowiekiem, osobą, inteligencją. W pojedynkę ciebie zwyczajnie nie ma. (Nawet samotne koty przełamują swoją społeczną fobię i w marcowe noce gromadzą się na dachach. Bierzmy przykłady z biologii i jej ewolucji. Za najbardziej samotnie pędzącym życie zwierzęciem stoi społeczność: jego populacja dzierżąca pulę genów, zwykle daleko bogatszą niż to, co w chromosomach samego samotnika.)

Instytucja Duchów Grupy byłaby środkiem na chronienie i przetrwanie naszej puli nie genów, ale memów – w pierwotnym Dawkinsowskim sensie, czyli składników treści naszych umysłów. Tu też zauważ, że o ile nasze biologie idą ku śmierci, to agent AI wcale nie musi, i chociaż nie można powiedzieć, że byty komputerowo-internetowe są „nieśmiertelne”, to można technicznymi staraniami przedłużać ich istnienie, czego nie można z naszymi biologiami.

Zacząłem od pomysłu Ducha Grupy w zastosowaniu do jednostek sfery mediów, bo tymi są serwisy internetowe, takie jak „moja” Taraka lub AstroAkademia.PL. Podobnie można zastosować DG do gazety, stacji radiowej, stowarzyszenia, zwłaszcza działającego-na-rzecz (przykład); do projektu naukowo-edukacyjnego, np. uporczywie nieistniejący internetowy etymologiczny słownik języka polskiego. Dalsze zastosowania to firmy-spółki, oraz inne osoby nie-ludzkie jak rzeki, lasy, góry, gatunki zwierzęce lub roślinne. W końcu DG zastosujemy do państwa; ubogi prototyp szkicowałem kiedyś np. tu.

– Zastrzeżenia, obawy i minusy. Najważniejsze jest takie, że ewolucja pójdzie inaczej i pomiędzy oligarchią wszechwiedzących omni-AI emitowanych przez mega-korporacje w rodzaju Open AI, a jednostkowymi ego przyssanymi do ich końcówek nie będzie miejsca dla rozwiązań mniejszych i pośrednich. Podobnie jak mega-socjale w rodzaju Facebooka zgasiły amatorskie fora. Lub jak teraz nie słychać, żeby tworzono Bubba-boty, bo ich funkcje pełni Czat GPT, który tak samo zna się na rachunku kwaternionów jak i na zimowaniu oleandrów (oba te tematy sprawdziłem:).

duch_grupy_title.jpg

By pisać komentarz, zaloguj się lub zarejestruj »

Wojciech Jóźwiak 2024